środa, 11 lipca 2012

Zmienił(a) status na "prywatny"

Ostatnio często z moimi przyjaciółkami poruszam tematy związków i różne inne pochodne tego typu. Z  każdym dniem  lata coraz więcej moich znajomych i przyjaciół łączy się w pary. Oczywiście, wszyscy to wiemy, korzystając z Facebooka. Portal, który ogarnął nasze codzienne życie. Wiemy kto z kim był, gdzie, po co, kiedy i na dodatek dostajemy jeszcze wizualizację tego wszystkiego w postaci zdjęcia lub filmiku.  To doskonały przepis na plotkę. Tego również dotyczą zmiany statusu związków. Nie jestem zwolenniczką takiego statusu, bo lubię dbać o swoją prywatność.Często rozmawiam ze znajomymi na ten temat. Osobiście uważam, że to jest błahostka. To ma swoje plusy i minusy. Wiadomo, że zakochani  chcą się pochwalić, że są razem i okrzyknąć całemu światu, że są razem. To urocze i czasem sama się uśmiecham na taki widok. Ale gorzej jeśli ktoś robi ze swojego związku jedną, wielką szopkę czyli masę zdjęć, wyznań miłosnych i żarty znajomych. Dla mnie jedna wielka profanacja wartości i nie wyobrażam sobie, żebym była uczestnikiem czegoś takiego. Związek to przede wszystkim intymność, i myślę, że wiele warte jest wyznanie słowne w cztery oczy niż serduszko na tablicy swojej lubej/lubego (jakby to powiedziała moja przyjaciółka). Wiadomo, że Internet stal się częścią naszego życia, ale też trzeba  tego rozsądnie korzystać i wszystko przemyśleć co się napisze lub opublikuje, bo to również wpływa na naszą opinię u innych.
Kolejną straszną dla mnie rzeczą jest umieszczanie smutnych piosenek, obrazków, smutnych opisów po zerwaniu. Przyznam się bez bicia, kiedyś też to praktykowałam i nie polecam, bo to trochę żałosne i z jednej strony smutne. Lepiej wypłakać się przyjaciółce lub przyjacielowi na ramieniu, zjeść lody,obejrzeć film  i wyjść z domu niż smęcić na Facebooku, bo to nic nie pomoże, a jeszcze zaszkodzi.  Również druga zmiana statusu a pod tym fala komentarzy typu "czemu tak się stało?" od większości obcych osób. Jestem czytelniczką takich rewelacji, i to jest niesmaczne. Nie chce tu nikogo urazić, nie mam na myśli konkretnych ludzi, ale wolę gdy o moich strapieniach wiedzą moi najbliżsi, a nie setki znajomych na portalu społecznościowym. Jestem bardzo staroświecka i naiwna, wierzę w nieistniejące wartości, ale i mam swoje stanowcze zdanie na ten temat i z tego jestem dumna.
Na koniec kolejna dawka muzyki ode mnie. Znów wracam do słuchania Vampire Weekend. Jeśli ktoś lubi indie rock w wersji troszkę cukierkowej, gorąco polecam. 

    
                  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz