niedziela, 28 kwietnia 2013

My Life

Nie ma to jak rozchorować się na majówkę. Zawsze wiedziałam, że urodziłam się po złą gwiazdą, ale to już przesada...Jednak nie tracę energii na pisanie i szukanie inspiracji. Otóż być może niedługo powitam swoją nową muzę, bezimienną jak na razie piękność, zrodzoną z miłości labladora i kundelka. 
        

środa, 10 kwietnia 2013

Back...

Znowu tu wracam.To niekończące się kółko. Pustka, następnie eksplozja weny i nic. Ostatni post napisałam w święta Bożego Narodzenia.Czy coś się zmieniło? Nie. Lub może? Nie umiem ocenić. Monotonne życie w szkole daje się we znaki. Ten rok jest jednak bardzo pozytywny. Jestem pełna energii jak nigdy i mam nadzieję, że ten stan utrzyma się długo.  Tamten rok był ciężki jak wspominałam, byłam po prostu zmęczona.  Tu pojawia się pytanie gdzie szukać tej "energii" i motywacji do dnia codziennego? Moim sposobem było rzucenie się w wir zajęć i pracy. Rozplanowałam sobie czas, co było wielką sztuką, lecz nadal nie jest to opracowane tak jak bym chciała. Drugą rzeczą jest szczęście i siła wewnętrzna przede wszystkim, dwie rzeczy, których mi brakowało.Nie należy pozwolić zwalić siebie z nóg!
Przeglądałam swoje stare posty. Uważam, że  brak w nich polotu i klimatu mojego dawnego pisania. Ale nadal pracuję nad tym czytając książki, słuchając muzyki i  oglądając filmy. Trzy podstawowe źródła inspiracji. Zapominałam o teatrze i życiu codziennym. Więc jest ich aż pięć. Odkryłam w sobie dobrego obserwatora. Wracam do bycia intowertyczną dziewczyną z słuchawkami, to całkiem do mnie pasuje.   
Zaczęłam pisać coś prywatnego i może to kiedyś opublikuję, jeśli starczy mi odwagi i większych zdolności. Póki co rozwijam swój kunszt na wszelkie sposoby. Napiszę za kilka dni, postaram się opracować coś dłuższego i sensownego, jak tylko pogłębię się wielkiej refleksji dam znać!      
Na pożegnanie Isak Strand, którego poznałam dzięki mojej drogiej przyjaciółce Carolin. To był dobry czas! 
  

wtorek, 25 grudnia 2012

Goodbye 2012

Znowu dawno nie pisałam. Jakoś tak nie miałam czasu. Rok się kończy,zebrało mi się na kalkulacje. Nigdy wcześniej rok mi tak szybko nie zleciał.   Może dlatego, że dużo się działo, zmieniły się okoliczności. Jeśli miałabym podsumować, 2012 był lepszy od 2011 najgorszego roku w całym moim życiu.W tym roku, troszkę wydoroślałam, może nie do końca, ale dostałam kilka ważnych lekcji w kwestii przyjaciół i nie tylko. Nauczyłam się na kim mogę polegać i komu powierzać zaufanie. Również pisanie staje się dla mnie coraz większym priorytetem, lecz niestety nie mam na to zbyt dużo czasu.
Muzyka. W tym roku odgrywała dużą rolę. Poznałam wiele świetnych wykonawców. Nie będę oczywiście tu wymieniać, ale odkryłam zupełnie inną, magiczną stronę muzyki, którą do tej pory nie znałam. Pomogło mi to zrozumieć kilka spraw.
Osoby. Mianowicie ludzi....Poznałam kilku świetnych ludzi tych wakacji i zacieśniłam kontakty.Szczególnie jedna osoba, którą niestety przyjechała do nas tylko na pół roku, i już niedługo przyjdzie nam się rozstać. Mam nadzieję, że ten kontakt i przyjaźń przetrwa jeszcze długo :)
Święta!  Tak, to jedne z najlepszych świąt w moim życiu. Mimo, że brakuje śniegu, i na nowo jak dziecko pokochałam święta. Jakoś wreszcie to poczułam. Widać to wszędzie, w moim pokoju, gdzie jest mnóstwo dekoracji, na mojej twarzy, uśmiech póki co z niej nie znika. Jest to piękny okres. Jestem jakaś rozmarzona, dużo we mnie siły i nadziei na następny rok.
Uwielbiam świąteczne wieczory. Cierpię wtedy na taką "dobrą bezsenność". Uwielbiam czytać książki, oglądać, filmu, słuchać muzyki, rozmyślać aż do rana. Dzisiaj książka, którą dostałam i nie mogłam się powstrzymać od nieprzeczytania oraz ulubiona herbata z dużą ilością cytryny i miodu, ponieważ to również pierwsze Święta z przeziębieniem.

Podkład:
Cover "Last Chriistmas" w wykonaniu The XX. W tej wersji ta piosenka jest bardziej zmysłowa, jak to zawsze ma na celu The XX :)
Rozpisałam się tak pokrótce. Teraz reading time!
Wesołych Świąt!

czwartek, 11 października 2012

Autumn stuff

    A więc nadeszła jesień. Dla mnie to czas zadumy oraz refleksji. Zamykam się w sobie, nie rozstaję się z słuchawkami, ignoruje ludzi i uciekam do własnego, idealnego świata.  Zabrzmiało to troszkę sztucznie, ale główkowałam nad tym cały dzień   Ale naprawdę, przez całe swoje życie nauczyłam się, że nie warto ufać ludziom . Wszystkie najbliższe osoby powtarzają mi, że jestem tajemnicza. Ja lubię tą cechę w sobie.
    Kolejnym jesiennym rytuałem są moje jesienne posiedzenia z przyjaciółkami.  Zapalamy świeczki, tworzymy nastrój, dobra muzyka w tle. Siedzimy wszystkie pod jednym kocem z ciepłą herbatką i narzekamy jakie to jesteśmy samotne i jak nam niedobrze. Do tego objadamy się niezdrowymi rzeczami i oglądamy romansidła. Lubię taką formę odprężenia po ciężkim tygodniu, całe napięcie i stres opadają, aż się chce żyć.  
Czasem może się to wydawać śmieszne, ale jesień komplikuje wszystko, tak zdarza mi się co roku. Rok temu zaczęła się moja przygoda z wolontariatem, która trwa do dziś.  Naprawdę, uważam, że nie mogło mnie w życiu nic lepszego spotkać. Nie ma nic piękniejszego niż dawanie od siebie i potrzeba bycia potrzebnym. Dziś odbyło się szkolenie, na którym byłam. Dowiedziałam się o innych ciekawych wariantach pomocy. Podobno można wyjechać do innego kraju  jako wolontariusz na okres czasu od 2 do 12 miesięcy. To może być ciekawe, moje nowe marzenie.
Inną rzeczą, która mi doskwiera w jesień to samotność. Zwykle na to nie narzekam, jakoś się tym nie przejmuję. Zawsze powtarzam sobie, że jestem tą niezależną kobietą, nie potrzebuję drugiej osoby do by  być szczęśliwym człowiekiem (bla, bla,bla...).  Wydaję mi się, że jestem żałosna  siedząc sama w sobotnie wieczory i patrząc się w ścianę.  Dopada mnie jesienna depresja.Brak jakiejkolwiek motywacji.
Rozwój kulturalny. Jesienią następuje we mnie kulturalne przebudzanie. Chętnie wychodzę do teatru, kina, na koncerty, na wieczorki poezji, czytam książki, oglądam dużo filmów poszerzam horyzonty w muzyce, dużo piszę. Staram się jakoś wypełniać sobie czas, rozwijać się.
Jesienne spacerki. Wprost uwielbiam to powietrze, tą całą piękną aurę. Jak pisałam wcześniej, zakładam sobie słuchawki na uszy, wyłączam się. Jestem tylko ja i to świeże, jesienne powietrze.
Apropos muzyki na jesienne wieczorki polecam Iscak'a Strand'a (bardzo ciekawa postać swoją drogę, lecz mało znana)oraz Florence and The Machine, Oasis, Sóley, The Tallest Man On The Earth i oczywiście moje ukochane The xx . Poza tym w moich głośnikach nieustannie króluje The Beatels, Queen i Pink Floyd, oni są najlepsi na każdą porę roku :)).




niedziela, 9 września 2012

Zmiany

Życie jest zabawne. O tym przekonał mnie ostatni tydzień. Wydarzyło się tak dużo, wszystko się dzieje tak szybko. Niewiarygodne jak jedna osoba pojawiająca nie wiadomo skąd zmienia twoje nastawienie do pewnych spraw. Myślę, że to będzie wspaniała przyjaźń.Znamy się już tydzień i tak szybko złapałyśmy świetny kontakt.  Przez to wszystko jestem taka pełna energii i nadziei na następny rok szkolny. Mam nadzieję, że ten nastrój utrzyma do końca czerwca.  Co wrzesień wszystko jest takie świeże, czuję, że mam czyste konto i chcę, żeby takie pozostało aż do czerwca. Zeszły rok był taki szalony dla mnie. Teraz pora na trochę ciszy i skupienia. Dobra, schodzę na ziemię. Marzenia są trochę niebezpieczne, przynajmniej dla mnie.   Jednym słowem, jestem szczęśliwa i to taki budujący czas. Długo pracowałam, żeby tak było, i mam nadzieję, że tak będzie w najbliższym czasie.
Dzisiaj taki krótki wpis, ponieważ czeka na mnie matematyka, biologia, historia i polski. Znów wraca sezon na wieczorną naukę, którą wprost uwielbiam. Moja ulubiona muzyka, kawa i liczymy alfę i betę. Bardzo romantycznie. Na koniec, kilka piosenek, strasznie ważnych dla mnie w ostatnim czasie :)   
           

sobota, 25 sierpnia 2012

Artystyczny nieład

I tak wakacje dobiegają końca.Podsumowując, nie były takimi jakie chciałam przeżyć. Nie wprowadziły nic nowego do mojego życia.  Mam chociaż nadzieję, że nowy rok szkolny będzie dla mnie łaskawy. Wiem, troszkę marudzę, ale już taka moja natura.
Na samym początku chcę podziękować osobom, które napisały mi, że bardzo podoba się mój blog, co bardzo mnie cieszy, to bardzo miłe. Mam jednak nadzieję, że moja skromność pozostanie nienaruszona. Nie lubię się przechwalać. Piszę od 5 lat, a dopiero teraz zaczęłam udostępniać to moim znajomym.  Przyszedł czas, w którym okaże się czy jestem dobra w tym co robię.
Strasznie szanuję ludzi, którzy ciężko pracują aby coś osiągnąć. Cenię tych, którzy rozwijają swój talent. Jednak, żeby zdobyć uznanie trzeba robić to ze smakiem. Sęk w tym, że nie lubię tego, że ktoś chodzi z kąta w kąt i chwali się swoimi osiągnięciami. Prawdziwy artysta pokazuje gotowa dzieło i nie zdradza tajemnicy jego tworzenia, bo wtedy traci całą magię. Takie zachowanie to już zwykły narcyzm. Weszłam znów w blogowy świat, więc przeglądam blogi znajomych i zupełnie obcych ludzi. Na jeden z nich, który trafiłam to tylko zwykłe przechwałki, aż zrobiło się niesmacznie. Czytając kogoś przemyślenia, można się łatwo domyślić  jaką kto jest osobą, może nie całkowicie ale po części. Pisząc udostępnia się ludziom kawałek swojej osobowości i świata. W tym wypadku stwierdziłam, że mam do czynienia z jakimś aktorem ze spalonego teatru. Osiągnięcia, sukcesy i komplementy powinny motywować do dalszej pracy, starania do bycia lepszym, a nie spoczywania na laurach.
A jeśli nawet ciężka praca, brak wsparcia ze strony innych nie powinno załamywać. Żeby osiągnąć sukces potrzeba dużo pokory i cierpliwości, a w przyszłości zostanie się wynagrodzonym. Vincent van Gogh został doceniony dopiero po śmierci, bo wyprzedzał swoją epokę. Więc zawsze jest jakaś nadzieja, która ponoć um.iera ostatnia. Mam złe dni. Chyba każdy ma taki moment, że coś się sypie. ŻYCIE. Znalazłam dużo dobrych zespołów, mało popularne, będę tu wstawiać linki.Na ten moment polecam Sóley i Doughter. Bardzo przypadły mi do gustu te dwie wokalistki. Lubię spokojne liryczne i ckliwe piosenki, to mnie wycisza.  Teraz tego potrzebuję. Enjoy!



 

   

środa, 15 sierpnia 2012

Tiru-riru

Witam. Ostatnio jakoś nie mogłam pisać. Przyznam się bez bicia, miałam strasznego lenia i totalny brak pomysłów. Dwa dni temu wróciłam z pielgrzymki więc postanowiłam poruszyć ten temat.
To była moja druga pielgrzymka i na pewno nie ostatnia. Strasznie wczułam się w ten klimat. Wszędzie radość i mnóstwo energii, co się straszne udziela. Uważam, że to jest świetny sposób wyznawania i zrozumienia wiary. Nie wstydzę się tego, ze jestem katoliczką, wręcz przeciwnie jestem z tego dumna. I myślę, ze w tym temacie to będzie tyle, nie chcę nikogo urazić oraz nie chcę poruszać tematu wiary na tym blogu.
Wracając do samej pielgrzymki. Idą tam całe rodziny, pary, paczki przyjaciół. To dla mnie coś niesamowitego. Lubię taką alternatywę świetnej zabawy niż na przykład imprezy, na których często bywam i nic nowego nie wnoszą do mojego życia. Wszyscy idą, cieszą się, śpiewają, tańczą jakby człowiek przeniósł się w całkiem w inny świat. To dla mnie bardzo wyjątkowy czas i myślę, że pielgrzymki to już moja mała duża tradycją.
Na koniec muzyka. Miałam zły dzień, więc słucham czegoś kojącego - Wye Oak. Jeśli ktoś jest fanem Florence + The Machine, na pewno mu przypadnie do gustu.